Czy Moskwa potrafić być kolorowa?

Pisząc ten tekst próbuję sobie przypomnieć, jak wyobrażałam sobie Rosję, zanim do niej trafiłam. Przybierała ona w mojej głowie surowe kształty i odcienie szarości. Wyobrażałam sobie groźnie wyglądające pomniki polityków socjaldemokratycznych spoglądające na przechodniów na każdym placu, po którym przechadzają się kiczowato, krzykliwie ubrane Rosjanki. Myślałam, jacy oni tam muszą być nudni. Nawet rzekę przepływającą przez Moskwę nazwali jakże kreatywnie - ‘Moskwa’. Obraz Rosjan czerpałam z polskich filmów historycznych, gdzie trudno się doszukać pozytywnych, radzieckich bohaterów, albo z telewizji, gdzie o polityce rosyjskiej słyszymy każdy wie co. Wtedy też jeszcze pracowałam na hotelowej recepcji, gdzie rosyjscy goście kojarzyli mi się niestety z pretensjonalnością i rządzą luksusu.

Czytając przewodnik po Moskwie uświadomiłam sobie, że zobaczę Plac Czerwony, czy Kreml, ale w gruncie rzeczy po obejrzeniu kilku zdjęć, nie czułam wielkiego podekscytowania tym faktem - ot symbole ruskiej potęgi. Przynajmniej w środku tego szarego miasta zobaczę coś znanego i ciekawego. Przeglądając blogi naczytałam się głównie pochwał dla rosyjskiego metra i chyba to ono wzbudzało we mnie jedynie faktyczne zainteresowanie. Sankt Petersburg - tam na pewno jest pięknie, ale w Moskwie?

Trochę się bałam. Moskwa, to największe miasto w Europie. Nigdy wcześniej nie byłam w większym. Poza tym już na początku artykułu na Wikipedii możemy przeczytać jak wysoko Moskwa plasuje się wśród najdroższych miast świata. A ze mnie był tylko biedny student. Jak żyć? Jak mam nie zgubić się w niezwykle skomplikowanej siatce komunikacji miejskiej? Czy jeden semestr rosyjskiego wystarczy, żeby jakoś się komunikować? Zdecydowanie przed wyjazdem do Moskwy towarzyszyło mi podekscytowanie, nakręcane tymi wszystkimi wątpliwościami i niewiadomymi. Ale pewnego dnia po prostu wsiadłam w samolot i odleciałam na wschód, a potem chodziłam z rozdziawioną gębą przez calutki tydzień.

TAK WIELE BARW

Jakie to było dla mnie niesamowite odkrycie, że Moskwę odebrałam tak pozytywnie. Byłam tam w czasie radosnych świąt Wielkanocnych, na które miasto odświętnie się wyszykowało. Mniejsze i większe, a nawet ogromne pisanki zdobiły place i ulice, po których przechodzili ludzie wcale nie tacy szarzy, ani nie tacy kiczowaci jakimi sobie ich wyobrażałam. Koloru dodają miastu liczne cerkwie pełne barw zwłaszcza w środku, na czele z Soborem Wasyla Błogosławionego, który zachwyca już z zewnątrz, jednak przy ogromie placu czerwonego nie doceniamy jego wielkości. Przy zwiedzaniu wnętrz zaprasza nas on jednak w dziesiątki oryginalnych i indywidualnych zakamarków.

W tłumie często wydawało mi się że widzę wielu turystów. Jasna sprawa, że było ich sporo, jednak dopiero po chwili dotarło do mnie tak dosadnie to, że przeciętny Rosjanin, nie musi wcale wyglądać jak europejczyk. Przecież Rosja to największe państwo świata, a jego teren to przede wszystkim ląd azjatycki. Do Moskwy zjeżdżają więc ludzie o skośnych oczach i niewysokiej posturze i są to stuprocentowi Rosjanie. Jakoś wcześniej o tym nie pomyślałam. Nie brak też przybyszów z krajów graniczących z południem Rosji.

Podobnie ma się sprawa wyznań religijnych. Dotąd byłam przekonana, że Rosjanin równa się chrześcijanin prawosławny. Tymczasem w Moskwie mieszka wielu muzułmanów, a nie brakuje także licznych przedstawicieli innych wyznań. Generalnie okazało się, że Moskwa jest pełna barw pod każdym względem. Centrum tętni kulturą, co i rusz napotykamy kioski sprzedające bilety do teatrów na wieczorne sztuki baletowe. Kupuje się je tam, tak jak u nas bilety do kina - nic prostszego! Nie udało mi się wprawdzie odwiedzić jeszcze teatru, ale jest to mój pierwszy punkt na liście rzeczy do zrobienia w maju.

Zakochana w słynnej, pełnej symboliki ikonie trójcy świętej Rublowa udałam się do Galerii Tretiakowskiej, aby zobaczyć oryginał. Spróbowałam swoich sił w zdobyciu bilety ulgowego i poszło mi to wcale sprawnie! Wystarczyło z uśmiechem powiedzieć: “Ja studientka!”. W mojej ignorancji znowu nie spodziewałam się tego jak bogate zbiory wspaniałej sztuki zobaczę w tym miejscu. Generalnie ledwie zbierałam emocje, bo nie miałam wystarczająco czasu, żeby przystanąć przy każdym z obrazów, który przyciągnął mój wzrok - a było ich wiele! Całym sercem polecam tę galerię!

WCALE NIE SAM SOCREALIZM

Jako przewodnik i mieszkanka Warszawy nie darzę sympatią socrealistycznej architektury. Nie lubię monumentalnych, ciężkich, szarych bloków, które szczelnie zasłaniają horyzont. Oczywiście w Moskwie jest wiele szarych osiedli, im dalej od centrum tym bardziej zatapiamy się w świat wielkich, niekończących się blokowisk, a przy granicach z miastem w drodze z lotniska w oczy rzucają się nam prymitywne slumsy. W centrum Moskwy natomiast jest siedem budowli, które przywołują na myśl nasz Pałac Kultury, ale jakoś nie było mi do nich po drodze. Widziałam je tylko w oddali spacerując nad brzegami rzeki Moskwy i całkiem dobrze pasowały mi one do panoramy miasta, zwłaszcza efektownie podświetlone nocą. Tymczasem stolica Rosji olśniewa romantycznym klasycyzmem i renesansem, pełnym przepychu barokiem no i przede wszystkim kolorowym stylem bizantyjsko-rosyjskim.

Spacery po Moskwie tak bardzo mnie cieszyły, a na metro, co do którego byłam entuzjastycznie nastawiona wcześniej, ciągle się wkurzałam! Nie da się zaprzeczyć pięknu licznych stacji i imponującej liczbie linii kolejek mknących pod ulicami miasta, jednak aby dostać się do samego peronu, trzeba było nieraz przemierzać kilometry podziemnych korytarzy przepełnionych śpieszącymi się do pracy/domu lokalsami. Wiecznie stresowałam się, że nie trafię na dobry pociąg, albo nie znajdę właściwego wyjścia z podziemi. W wielu miastach nie byłby to aż tak wielki problem. W końcu nawet wychodząc w złym, miejscu można szybko zawrócić na dobre tory. Tymczasem w Moskwie podziemne korytarze łączące stacje metra ze światem ‘na górze’ ciągną się naprawdę setkami metrów i potrafią zaprowadzić nas w przeróżne miejsca. W internecie możecie znaleźć mnóstwo zdjęć z moskiewskiego metra, które pokazują stacje wyglądające niczym pałacowe sale, na których zaraz rozpocznie się wystawny bal. Są one imponujące i nie można im ująć szyku, jednak w codzienności są to mimo wszystko miejsca zatłoczone, przez które przebiega tłum pchający się do pociągów. Sorka.

Moskiewska codzienność

W okolicach Placu Czerwonego można znaleźć urocze, przytulne rosyjskie kawiarnie. W jednej takiej swojskiej miejscówce można było zamówić do picia domowy kisiel i drożdżówki. Najbardziej jednak smakowała mi ślicznie podana w jednej knajpce zielona herbata z truskawkami i… rozmarynem!

Miałam okazję mieszkać u młodego rosyjskiego małżeństwa, a także odwiedzać kilku innych lokalsów. Muszę Wam powiedzieć, że mieszkania zwykłych szarych ludzi w Moskwie wyglądają mniej więcej tak, jak mieszkanie moich rodziców z czasów mojego dzieciństwa - lata 90-te. Daleko tam jeszcze do nowoczesności, pewnie dlatego, że Moskwa jest tak droga i samo posiadanie mieszkania już cieszy i jest uznawane za ogromny luksus. 

Turystycznie polecam Moskwę. Naprawdę - bardzo polecam! Jest ona niestety ciągle nieco niedostępna. Nie mamy tu do dyspozycji tanich lotów, a na dodatek trzeba się jeszcze postarać o wizę (i za nią też zapłacić). Jeśli jednak nie przerażają Was koszta i konieczność odwiedzenia konsulatu rosyjskiego, to koniecznie planujcie podróż do Moskwy. Rosjanie są gościnni, nie mają do nas uprzedzeń (co podejrzewają niektórzy). Młodzi ludzie mówią świetnie po angielsku. Rosja jest z naszego punktu widzenia całkiem egzotyczna, a jednocześnie przy odrobinie wysiłku zrozumiemy się tamtejszymi ludźmi mówiąc każdy w swoim języku.

Nie chciałabym tam jednak zamieszkać, ponieważ po ogromie Moskwy ciężko jest się przemieszczać. Przechodzenie przed zakurzone wielopasmowe ulice, albo co i rusz wędrowanie podziemiami z braku przejść dla pieszych na powierzchni, codzienne dojazdy metrem, a potem kolejne wyścigi podziemnymi korytarzami nie byłyby dla mnie. Wielu moskwian musi poświęcić ponad cztery godziny dziennie na same dojazdy do pracy. Gdzie jeszcze mieć tu czas na życie? A pracować trzeba ciężko, żeby utrzymać to swoje szare, proste mieszkanie w bloku z płyty.

 

 

Właśnie kupiłam znów bilety do Moskwy. Znowu pospaceruję Placem Czerwonym i może zobaczę go w pełni wyraźnie, po tym jak ostatnio okradziono mnie tam z okularów. Już na parapecie przy łóżku czytam od nowa przewodnik i chcę dobrze zaplanować te zaledwie trzy dni, które spędzę w maju w stolicy Rosji przed udaniem się w jej głąb. Chcę zrobić wiele pięknych zdjęć i spisać wszelkie praktycznie informacje, które mogłyby się Wam również przydać. Chciałabym zebrać najważniejsze atrakcje razem i przedstawić Wam taki mini - przewodnik.

Co Wy na to?

Jedna myśl na temat “Czy Moskwa potrafić być kolorowa?

Dodaj komentarz