Kair nie jest piękny – więc jaki jest?

Przez długi czas nie potrafiłam zebrać myśli, żeby napisać Wam o tym, taki jest Kair. Że tam ciepło, że tłumnie i głośno, myślę, że się domyślacie. Pewnie na samą myśl o nim przed oczami stają Wam piramidy. Podczas pobytu tam doświadczałam jednak czegoś znacznie więcej i te niezwykłe doświadczenia trudno jest ubrać w słowa. Pora jednak podjąć to wyzwanie, więc zapraszam na pokład i ruszamy w środek wielkiej metropolii.

Lądowałam w środku nocy i już z samolotu widziałam ogrom miasta, do którego zmierzałam. Jakby nie było, Kair to największa metropolia na kontynencie afrykańskim i już z lotu ptaka można potwierdzić, że jest ona ‘miastem minaretów’, bowiem ich niezliczona ilość, podświetlona nocą głównie na intensywnie zielony kolor, robi niesamowite wrażenie.

Jeszcze w samolocie każdy pasażer dostaje do wypełnienia papierek wizowy, który należy uzupełnić danymi osobowymi, zaznaczając powód pobytu w Egipcie oraz miejsce, w którym się zatrzymamy. Po wylądowaniu podchodzimy do okienka, gdzie zakupujemy egipską wizę. Kosztuje ona 25 dolarów amerykańskich, ale z powodu tragicznej wręcz inflacji funta egipskiego, można przewidywać wzrost tej ceny w niedalekiej przyszłości. Następnie podchodzimy do kontroli paszportowej, gdzie obsługa sprawdza wypełnioną w samolocie karteczkę, a następnie przykleja nam wizę w paszporcie przystęplowując ją pieczątką. Od tej pory możemy przebywać w kraju do 30 dni. O drugiej nad ranem ten nieskomplikowany proces przeszedł bardzo sprawnie.

Jakkolwiek to nie zabrzmi, zaliczyłam mokrą wpadkę podczas wizyty w lotniskowej toalecie. Chcąc spuścić wodę uruchomiłam silny strumień wody prosto na siebie, biorąc nieplanowany prysznic. Rada numer jeden więc, jeśli znajdziecie się w tym samym miejscu, zastanówcie się dwa razy który przycisk to spłuczka i dla pewności zachowajcie właściwą odległość.

Z lotniska zostałam zabrana do Anafory, ale do opowieści o tym miejscu odsyłam Was do poprzedniego wpisu. Tymczasem napiszę o kilku momentach spędzonych w stolicy. 

KAIR NIE JEST PIĘKNY

Kair nie jest piękny. Przynajmniej nie w naszym, europejskim rozumieniu. Jest przede wszystkim gigantyczny. To centrum całego arabskiego świata, w którym ludność jest niepoliczona i stale jej przybywa. Wikipedia mówi o siedmiu milionach mieszkańców, ale czy liczba ta zawiera ponad dwa miliony ludzi żyjących w tak zwanym ‘mieście umarłych’? W Kairze nie sprawi nam przyjemności spacer po zakurzonych i hałaśliwych drogach, nie będzie się łatwo przemieszczać za pomocą transportu publicznego. W Kairze nie polecam ‘gubienia się’ w mieście podczas zwiedzania tajemniczych zaułków. Pomimo iż odebrałam to miasto przyjaźnie, zdecydowanie nie sugerowałabym się zwiedzać jego nieturystycznych zakamarków bez lokalnego przyjaciela – przewodnika.

Powtarzam to bez przerwy, ale ogrom Kairu mnie wręcz przerasta. Wyobraźcie sobie, że wjeżdżamy do miasta. Pędzimy busikiem szeroką drogą, którą trąbiąc mkną samochody osobowe, ciężarówki i motocykle. Kolejne szerokie ulice biegną zaraz obok, pod nami i nad nami, łącząc odległe krańce miasta. W całym tym ruchu, brudzie i hałasie, obok samochodów pomykają osiołki i konie zaprzęgnięte do wozów. Można by wzrok zawiesić tylko na nich, ale spójrzmy za drogę. Tam, sięgają po horyzont wielopiętrowe bloki. Często nieukończone, z wystającymi na górze drutami. Na pierwszy rzut oka wydaje nam się, że to plac budowy, ale za moment dostrzegamy zamieszkane już niżej piętra, pranie wywieszone za okno, wzbudzające wątpliwość, czy przy ściąganiu będzie nadal czyste. Ten krajobraz nigdy się nie kończy. W dole po zaśmieconych ulicach biegają dzieci. Dorośli robią zakupy w przydrożnych bazarach. W mieście nie brak rosnących palm, a mimo to mamy wrażenie jak gdyby zieleni praktycznie w nim nie było, ponieważ nawet one tracą barwę w pustynnym kurzu i smogu. Jest gorąco, a w powietrzu unosi się duszący zapach spalin. Szerokie wody Nilu nie dają ochłody. A właśnie! Nil również jest tak ogromny i szeroki! Znajdują się na nim wyspy równie gęsto zamieszkane jak reszta miasta. W dzielnicy Zamalek, czyli jednej z wysp na Nilu nie brak eleganckich, wysokich i wystawnych kamienic otoczonych równiutko przystrzyżonymi zielonymi trawnikami, kontrastującymi z widoczną w innych miejscach biedą.

Jednym z największych problemów, z którymi walczy dzisiejszy Egipt jest wielka przepaść dzieląca biednych i bogatych, przy czym tych drugich jest znacznie mniej. Władz państwa nie stać na zapewnienie dobrej podstawowej edukacji swoim mieszkańcom, co nie pomaga w rozwoju kraju. Jedynie młodzi ludzie, którym rodzice mogli zapewnić prywatne szkolnictwo mają szansę na jaśniejszą przyszłość.

KAIR JEST FASCYNUJĄCY

Odczuwałam pewne zagubienie w mieście, w którym aby gdziekolwiek się przemieścić musiałam wsiąść do Ubera lub taksówki. Mam wrażenie, że prawie nigdy nie wiedziałam do końca gdzie dokładnie się znajduję. Dobrze, że na lotnisku zaopatrzyłam się w egipską kartę sim i mogłam podglądać mapy w telefonie, bo zdarzyło się i tak, że chcąc odwiedzić konkretną restaurację musiałam patrząc w telefon, mówić kierowcy dokąd ma jechać.

Kair nie jest piękny. Kair jest fascynujący. Nocowałam zaraz przy Tahrir Square – placu na którym w 2011 roku odbyła się egipska rewolucja. Spacerując samotnie po okolicy i robiąc małe zakupy w przyulicznym sklepiku spotkałam się z zaciekawieniem, ale takim zaciekawieniem pełnym uśmiechu. Szkoda mi było, ze nie znam arabskiego, a kairczycy angielskiego, więc wymienialiśmy tylko te zaciekawione spojrzenia, bo przecież ja też spacerowałam z szeroko otwartymi oczyma. Czasami ktoś zawołał za mną ‘welcome in Egipt’, ale nikt mnie nie naciągnął, nie okradł ani nie oszukał. Chętnie pospacerowałabym jeszcze, bo nie miałam na to zbyt wiele czasu. Kair wzbudził we mnie niewątpliwą sympatię.

W poszukiwaniu poczty trafiłam do dzielnicy, gdzie nieopodal zwykłych domostw znajdowały się siedziby dużych firm. Tam w jednej kolejce po kebaba (którego egipcjanie jedzą nieraz na śniadanie) stali obok siebie panowie w białych koszulach i panowie w arabskich białych sukniach. Jedni i drudzy kupowali banany albo daktyle u przydrożnego handlarza. W okolicy nie było Starbucksa ani McDonalda, tylko ten pełen kontrastów lokalny klimat. Wrzuciłam na facebooka krótki urywek z tego miejsca.

TO NIE MOJE OSTATNIE SŁOWO

Pisząc ten tekst chciałam, żebyście na parę chwil zapomnieli o Egipcie jako kraju faraonów, piramid, cichej pustyni i wielbłądów. Chciałam Wam pokazać miasto zwykłych kairczyków, tych zamożniejszych, ale przede wszystkich tych prostych, szarych ludzi w wielkiej metropolii. Udało mi się to osiągnąć? Może coś Was zaskoczyło? Dajcie znać!

Tak, jak napisałam wyżej, to nie moje ostatnie słowo. Kair zadziwił mnie nie raz i są w nim miejsca absolutnie magiczne. Dla kontrastu zerknijcie jak spędziłam noc na ulicach starej, islamskiej części Kairu. Było jak w bajce o Alladynie!

4 thoughts on “Kair nie jest piękny – więc jaki jest?”

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *