Na moście trzech państw

Ostatnio gdzieś w internetach napotkałam takie zdanie: Nowy Rok tak naprawdę zaczyna się w lutym, a styczeń to tylko promocyjny miesiąc próbny. Ogłaszam wszem i wobec: jest nadzieja dla naszych postanowień noworocznych, nie zniechęcajcie się! Z tej okazji wracam dziś wspomnieniami do dnia pierwszego stycznia, kiedy to znalazłam się na moście łączącym ze sobą Francję i Niemcy, a z widokiem (dość industrialnym) na Szwajcarię.

Dreiländerbrücke’, a po francusku La passerelle des Trois Pays, to łuk nad Renem, który łączy niemiecką miejscowość Weil am Rhein z francuskim Huningue. Most jest estetyczny i fotogeniczny, jednak najwięcej emocji dostarcza fakt, że łączy poniekąd trzy światy. Dojedziemy do niego w 25 minut tramwajem numer 8 spod głównego dworca kolejowego Bahnhof Basel SBB. Miniemy szwajcarski port do którego wpływają Renem spore statki z kontenerami i wysiądziemy pod niemiecką galerią handlową. Przez chwilę jesteśmy w kraju zimnej sałatki ziemniaczanej (sorry sąsiedzi - nie przepadam), a za chwilę wchodzimy do sklepu pełnego słynnych ciasteczek do herbaty, gdzie sprzedawca mówi do nas językiem, który uważa się za ‘język miłości’ i jest tak bardzo zaskoczony, kiedy nie rozumiemy.

Widzicie na tablicy za mną powitania w czterech językach? Cóż to jest 'grüezi'? Otóż Szwajcarzy witają się na swój własny sposób i to właśnie powitanie w ich dialekcie. Wiecie, w tramwajach w Bazylei można dostrzec reklamy szkół jezykowych oferujące: 'naukę niemieckiego, szwajcarskiego niemieckiego i wielu innych języków'. Niemieckojęzyczni Szwajcarzy cenią sobie swoja indywidualność!

 

W Europie mamy oczywiście wiele trójstyków granic (Polska ma ich sześć), jednak niewiele z nich jest położonych w pobliżu tak dużego miasta jak Bazylea, w centrum szczególnego terenu, który tworzy jeden spójny region, pomimo tego, że jego mieszkańcy są z trzech różnych narodów, z których jeden w dodatku nie jest członkiem Unii Europejskiej. Zastanawiało mnie jakim cudem na ryneczku w francuskiej mieścinie funkcjonuje ten mały sklepik, skoro jego sprzedawca, po drugiej stronie rzeki zarobiłby na swojej pracy jakieś trzy razy więcej. Pewnie trochę przesadzam. Lubię się zamyślać w takich miejscach, kiedy stoję gdzieś na środku mostu, pode mną płynie rzeka, a po jej obu stronach otwierają się drzwi do różnych od siebie kultur, języków, kuchni, produktów, charakterów. Trzeci z nich rozciąga się zaraz na wprost. Każdy z tych światów znam już całkiem nieźle i myślami ciągnę do miast, które tam odwiedziłam i do przyjaciół, którzy są tam gdzieś ‘w środku’ :D.

Most, o którym piszę jest całkiem młody, zbudowano go zaledwie nieco ponad dziesięć lat temu, w 2007-stym roku, chociaż istniała tu już przeprawa pod koniec XVIII-go wieku. Nie jest on dostępny dla samochodów, wyłącznie dla spacerowiczów i rowerzystów. Serdecznie polecam odwiedzić go przy okazji wizyty w Bazylei! Jest to super odskocznia, spokojna okolica, no i mamy tam darmowy Roaming, czym nie będziemy mogli się cieszyć w Szwajcarii :). Tak serio to jedźcie - zobaczcie sami! A tymczasem zobaczcie parę fotek.

 

 

Może byliście w innych, podobnych miejscach, gdzie spotykają się trzy państwa? A może nawet mieszkacie w takim regionie? Bardzo spodobało mi się to doświadczenie i chętnie przyjmę rekomendacje do odwiedzenia kolejnych trójstyków. Spodobał Wam się most ponad granicami?

3 myśli na temat “Na moście trzech państw

  1. Mały błąd znalazłam :p Skoro most ma 10 lat, to może został wybudowany w 2007? Czy coś źle zrozumiałam?
    Takie styki 3 państw są o tyle fajne w Europie, ze możemy je przekraczać ot tak 🙂

    1. Hej! Dzięki za uważność 🙂 oczywiście masz rację – most wybudowano w czerwcu roku 2007. Byłaś może w którymś z takich miejsc? Zastanawiam się co obrać za kolejny cel.

Dodaj komentarz