Rzym w trzy dni – część pierwsza

Oferty tanich połączeń do Rzymu mnożą się, latają tam dwie największe tanie linie lotnicze na polskim rynku czyli Ryanair i Wizzair. Znalezienie lotów za około 250 PLN w obie strony nie stanowi więc większego problemu, zwłaszcza kiedy zaplanujemy wycieczkę z wyprzedzeniem. Nie ma się co wahać! Trzeba kupować! 🙂

Jeśli chcecie dobrze zaplanować budżet odsyłam do poprzedniego wpisu - Rzymskie wydatki.

Przyznam szczerze, że pierwszy raz w Rzymie może się okazać przytłaczający, ponieważ kumulacja zabytków jest tak ogromna, że można dostać kręciołka. Jednocześnie faktycznie połowa atrakcji to ‘must see’, których nie wypada ominąć, dlatego też uważam, że na to miasto potrzebny jest plan! Podczas mojego trzeciego pobytu w wiecznym mieście doszłam do wniosku, że wreszcie je ogarnęłam! Z pewnością nie w pełni, ale również z pewnością na tyle, żeby móc zaproponować Wam kilka sprawdzonych tras. Wszystkie z nich zrealizowałam w sumie w trzy doby. Zabierzcie jednak wygodne buty i chęć do pokonywania wielu kilometrów pieszo! Będą zakwasy, ale będzie warto!

Wszystkie miejsca i trasę możecie podejrzeć na mapie    =>   <<< MAPA>>>

SPACER PIERWSZY

Naszym punktem orientacyjnym będzie Koloseum, ponieważ zaraz przy nim nocowałam. Polecam tę opcję całym sercem, ponieważ okolice dworca Termini, gdzie przeważnie najłatwiej znaleźć można tani nocleg, nie są ani zbyt bezpieczne, ani przyjemne. W moim świecie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a wszystkie rzymskie drogi prowadzą do Koloseum.

Zdjęcia pojawiające się we wpisie pochodzą częściowo sprzed pięciu lat (chciałam Wam pokazać co nieco za światła dziennego).

Zabieram Was teraz na te moje rzymskie drogi!

Dotarcie do noclegu.

Na mapie - Spacer Pierwszy ( A - D)

To najkrótszy, ale już nie byle jaki spacerek! Przyjeżdżając z lotniska do miasta lądujemy na głównym dworcu Termini. Nie przeraźcie się proszę tym wstępem. Jest to teren pełen tłumów, hałasu, brudu, bezdomnych i niestety również złodziei. W Rzymie nie brak kieszonkowców i ogólnie trzeba mieć się na baczności przez cały czas, ale na Termini warto jeszcze dodatkowo wzmożyć czujność. Trzymamy więc bagaż blisko siebie i w kilka minut skręcamy w na lewo od budynku dworca. Możemy skręcić w Via Daniele Manin, lub dalej w bardziej zatłoczoną Via Cavour. Od razu napotkamy na restauratorów zapraszających do swoich lokali na posiłek. Stoją praktycznie co krok! Po drodze możemy zobaczyć bazylikę Santa Maria Maggiore i w tym miejscu szybko zapomnimy o tłoku na Termini. Kościół ten jest jedną z papieskich bazylik, jest przeogromny i wejście do niego może być cudowną zapowiedzią tego ile pięknej architektury i sztuki zobaczymy w najbliższym czasie.

Jeśli jeszcze jest widno, możemy minąć Santa Maria Maggiore, przejść kawałek Via Merulana i odbić w prawo w stronę przepięknego parku - Parco del Colle Oppio! Jego aleje zaprowadzą nas prosto pod Koloseum. I to pierwsze magiczne spojrzenie na wielką arenę macie gwarantowane.

Jeżeli natomiast jest już ciemno lepiej trzymać się większych dróg, czyli na przykład zejść na sam dół Via Cavour. Dojdziemy dzięki temu prosto do Forum Romanum, skąd również widać od razu ‘kolosa’. Tamtą trasą niebawem będzie przejeżdżać trzecia linia metra, która aktualnie jest w budowie i przez to widoki pozostają skażone żółtymi ekranami, ale pomimo to nie zachęcałabym do nocnych spacerów przez park.

Perfetto wieczoro spacero!

Na mapie - Spacer pierwszy (D - H)

Możecie go zrealizować tak jak ja, zaraz po przybyciu i zameldowaniu się na noclegu, albo innego dowolnego dnia, jeżeli inaczej ułożą Wam się plany. Można spacerować wolno, ale przy żwawym tempie (nie biegu!) z przerwami na ‘ochy’, ‘achy’ i zdjęcia, zajmie on jakieś dwie - trzy godzinki. Rzym jest zachwycająco oświetlony w nocy i początek, po takiej wersji miasta może sprawić, że zakochamy się w nim bez zwłoki.

Startujemy jasna sprawa z Koloseum. Podążamy po prawej stronie Forum Romanum ulicą Via dei Fori Imperiali. Po obydwu stronach miniemy ruiny starożytnych świątyń, późniejszych bazylik i placów. Nawet w niskim sezonie tę ścieżkę przemierzają rzesze turystów, a prowadzi ona na Plac Wenecki. Po ogromnych ‘wow’, które już z pewnością wymsknęły Wam się z ust jest okazja na kolejne! Śnieżnobiały, gigantyczny budynek muzeum-pomnika nazywanego Ołtarzem Ojczyzny przykuwa wzrok, próbujący ogarnąć jego gigantyczność i szczegółowość. Nie da się na niego napatrzeć za pierwszym razem, ale spokojnie! Jest to jedno z centrów komunikacyjnych miasta, więc jeszcze raz czy dwa tędy przejdziecie. Wiktor Emanuel na koniu, na środku Ołtarza ojczyzny pokazuje nam w którą stronę iść dalej. Kierując się na wprost pójdziemy jedną z głównych ulic miasta - Via del Corso, możemy zajrzeć na chwilę do pięknego (!) kościoła San Marcello del Corso, a chwilę później wypatrujmy przy drodze strzałki w prawo, która podpowie nam jak trafić do Fontanny Di Trevi.

Nie tak trudno się zgubić w wąskich uliczkach, przez które trzeba przejść i to nie tylko dlatego, że są kręte i złudne, ale też co i róż napotkamy jakąś uroczą restaurację, sklep z pamiątkami, albo zatrąbi na nas lokalny motocyklista. Miejmy jednak nadzieję, że każdy z Was ostatecznie natrafi na osławioną romantyczną, barokową fontannę. Macie szczęście! Jeszcze niedawno przechodziła ona gruntowną renowację i była pokryta rusztowaniami. Teraz w odświeżonym blasku znowu gromadzi rzesze turystów. Możecie podejrzeć ile osób się tam kręci na kamerce na żywo <tutaj>. Obowiązkowym punktem programu jest wrzucenie do wody pieniążka. Należy usiąść tyłem, pomyśleć życzenie i rzucić monetę prawą ręką przez lewe ramię. Ma nam to zapewnić powrót do Rzymu i jak widzicie, mnie faktycznie zapewniło (a wrzuciłam tylko raz). Ten grosik może być inwestycją na lata. 🙂

Nie ma takiego czasu, który zapewniłby nam zadowalającą ilość romantycznych zdjęć przy fontannie, ale kręte uliczki chcą zaprowadzić nas jeszcze trochę dalej. Jeśli nie jest za zimno, weźmy w dłoń lody z gelaterii przy Fontannie di Trevi (jest jedna zaraz za rogiem na Via di s. Vincenzo) i idźmy dalej. W tym momencie mapa, albo ta tradycyjna, albo w telefonie, może okazać się bardzo przydatna. Mamy iść mniej więcej cały czas na wprost, jednak uliczki na zmianę będą nas znosić na prawo i na lewo, więc żeby całkiem nie zboczyć warto czasem sprawdzić lokalizację.

Jesteśmy! Plac Hiszpański i kolejne piękne wysokie schody przed nami. Czemu by nie wejść na górę i zerknąć na nocną panoramę? Jeśli dalej mamy siły i nie jest za późno możemy wrócić Via della Croce. Oto dzielnica najdroższych sklepów z markową odzieżą. Na tej ulicy znajduje się również najstarsza rzymska kawiarnia - Antico Caffe Greco, która była kiedyś miejscem spotkań artystycznych elit ze świata. Byli tam Goethe i Mendelssohn, ale także Mickiewicz i Norwid. Jeśli macie nieco zapasowych pieniędzy dajcie się zaprosić do środka. Koniecznie jednak sprawdźcie ceny przed zamówieniem, mając na uwadze że we Włoszech więcej płaci się, kiedy chcemy usiąść przy stoliku. Dla oszczędności zamówiony napój można wypić przy barze.

Via della Croce zaprowadzi nas do Via del Corso, którą prosto wrócimy do Placu Weneckiego i dalej do Koloseum. Przy placu Hiszpańskim jest też stacja metra - Spagna. Jeżeli więc Wasz nocleg jest w innym miejscu, albo zwyczajnie wolicie szybciej wrócić, zawsze można złapać pociąg.

Powiem Wam tak na koniec, że przyleciałam do Rzymu o godzinie 15.10. Na autobus do miasta trzeba było zaczekać i jechał on prawie godzinę, a nawet potem, kiedy już dotarłyśmy z Anią (która była ze mną w tej podróży) pod drzwi apartamentu, musiałyśmy czekać prawie pół godziny na właściciela, żeby dał nam klucze. Nie ma co narzekać. Haha! Włosi są mocno spóźnialscy, nawet po wiadomości na portalu do rezerwacji, smsie i telefonie z informacją, o której przyjedziemy. Był też czas żeby kupić focaccie i winko na kolację w sklepie obok. Jak widać nawet ten wydawałoby się niedługi czas do nocy, można wykorzystać absolutnie produktywnie!

W następnym, znacznie dłuższym odcinku między innymi: gwarny Plac Navona, mały - wielki Watykan i czarujące Zatybrze!

Jak zawsze jestem otwarta na Wasze pytania i komentarze!

Ciao Podróżnicy !

3 myśli na temat “Rzym w trzy dni – część pierwsza

Dodaj komentarz