Rzym w trzy dni – część trzecia

Kiedy mamy już za sobą satysfakcjonujący, długi spacer przez Rzym, odwiedziny w papieskim mikropaństwie i romantyczny wieczór w Zatybrzu pora zwolnić tempo. Punktów na mapie, do których dotrzemy tego dnia nie jest tak wiele, ale czy oznacza to mniej kilometrów do przejścia? Bynajmniej! Tym razem skorzystamy jednak trochę z komunikacji miejskiej.

Zapraszam Was na propozycję spędzenia trzeciego dnia w Rzymie. Poprzednie dwa znajdziecie tutaj:

Zachęcam bardzo do zapoznania się z mapką, na której zaznaczyłam wszystkie miejsca na poszczególnych trasach. Możecie otworzyć ją w swoim telefonie będąc w Rzymie i podążać moimi śladami, albo... kompletnie inną drogą mając świetne punkty odniesienia.

 <<< MAPA>>>

Na dobry początek dnia czeka nas wizyta w kompleksie ruin Palatynu i Forum Romanum oraz we wnętrzu Koloseum. Bilet do tych atrakcji można zakupić wcześniej przez internet. To ważna wskazówka, ponieważ jeśli jedziecie w środku sezonu, albo planujecie zwiedzać te miejsca po południu, mając już bilet, ominiecie długą i zakręconą kolejkę do kas. Wielu turystów chce zaoszczędzić na biletach wstępu i nie decyduje się na wejście do środka, bo przecież wszystko właściwie widać z zewnątrz. Gwarantuję jednak, że ten bilet jest wart swojej ceny i bardzo zachęcam Was do wejścia do środka. To, co jest najbardziej cenne podczas podróży, to moim zdaniem czas. Nikt nie chce go marnować na stanie w kolejkach. Warto rozważyć kupno biletów wcześniej, albo zjawić się na miejscu z samego rana, ewentualnie można pokusić się o wykupienie wycieczki od jednego z przewodników nawołujących turystów pod Koloseum. Trudno mi powiedzieć czy warto, ponieważ sama omijam takie rozwiązania, jeśli jednak kolejka jest naprawdę bez końca, można spróbować.

 

Kolejka nie będzie aż tak długa, jeśli zjawicie się na chwilę przed otwarciem. Odczekałam może około 10 minut zanim dobiłam do okienka. Nie jestem pewna, czy jest to stała reguła, ale podczas mojej podróży w listopadzie 2017 r. kasy biletowe przed Koloseum przyjmowały płatność tylko i wyłącznie kartą płatniczą, nie można było zapłacić gotówką. Upewnijcie się, że macie ze sobą aktywną kartę, żeby nie stać w kolejce na darmo. Bilet wstępu kosztuje 12 EUR (ulgowy 7.50 EUR), jest ważny przez dwa kolejne dni na wejście do Koloseum i Forum Romanum. Jeśli macie więcej czasu spokojnie można to zwiedzanie rozbić na dwa następujące po sobie dni.

Warto rozpocząć zwiedzanie od wnętrza Koloseum, bo kiedy inni dopiero zbierają się do ruszenia w miasto, my już wchodzimy do środka i mamy szansę podziwiać to niezwykłe miejsce i robić zdjęcia w pięknym porannym słoneczku jeszcze bez konieczności przeciskania się przez tłum. Zaczniemy od małej wspinaczki po kamiennych schodach. W Kolosie można podziwiać ciekawe wystawy przybliżające nam jego historię. Największym zaskoczenie zafundował mi natomiast przewodnik, który wzięłam ze sobą. Okazuje się, że chociaż utożsamiamy Koloseum z miejscem prześladowania i mordowania starożytnych chrześcijan, tak naprawdę takie wydarzenia nie zostały w żaden sposób udokumentowane albo udowodnione, wiemy natomiast o walkach gladiatorów, zwierząt oraz śmiałków, którzy dla sławy ryzykowali życie.

Opuszczając Koloseum, dojdziemy do imponującego Łuku Konstantyna Wielkiego z początku czwartego wieku. Miniemy go idąc szeroką i ruchliwą aleją i uciekając przed sprzedawcami selfie-sticków aby dotrzeć chwilę później do wejścia na teren Palatynu. 

Forum Romanum i Palatyn to rozległy teren, więc odwiedzający bardziej się po nim rozprzestrzeniają. Proponuję udać się tam bezpośrednio po Koloseum. Można zabrać ze sobą jakieś przekąski, żeby skonsumować je w słońcu podziwiając oszałamiającą panoramę Rzymu. Do wyboru mamy widok na Circo Massimo, dachy budynków mieszkalnych z urkoliwymi ogrodami, lub ruiny starożytnego miasta. Na spacer w tym miejscu można spokojnie poświęcić kilka godzin, natomiast jeśli nie jesteśmy znawcami historii i chcemy przede wszystkim docenić piękno miejsca nie zgłębiając historii każdego budynku z osobna, 1.5 - 2 godziny wystarczą nam na spokojny spacer, piękne zdjęcia i małą przerwę jedzeniową.

Około południa, kiedy jesteśmy już mocno zmęczeni i głodni pora znaleźć miejsce na lunch. Podczas mojego zwiedzania z Anią, nie miałyśmy ze sobą przekąsek, więc żołądki dopominały się włoskich przysmaków. Żeby coś zjeść wyszłyśmy z kompleksu ruin w stronę Via Cavour. W okolicy nie brakuje lokali, gdzie za szkłem prezentuje nam się szeroki wybór dań. Pokazując palcem obsłudze na co mamy ochotę, próbowałyśmy różnych potraw. Sprzedawcy mogą ukroić nas dowolne kawałki wybranej pizzy. Cena za talerz rozmaitości wyniosła mnie około 10 EUR. W okolicy są również restauracje. Można znaleźć miejsca z bardzo akceptowalnymi cenami do 15 EUR za osobę za porządny obiad. My zdecydowałyśmy się na to miejsce, ponieważ zamiast zamawiania dań z karty, miałyśmy możliwość próbowania po trochę różnych pyszności.

Po jedzeniu pora na małą przejażdżkę autobusem. Z przystanku pod Koloseum odjeżdża autobus 118, którym dotrzemy do Katakumb Świętego Kaliksta. Proszę, wierzcie mi na słowo, że nie jest to miejsce, do którego chcecie dojść na piechotę. Czasem nawet dojście od przystanku do bram może stanowić wyzwanie, gdyż docieramy na miejsce wąską, krętą asfaltową drogą bez pobocza, po której obu stronach ciągnie się wysoki mur.

Katakumby, czyli chrześcijańskie miejsce pochówku, w którym oprócz prostych ludzi spoczywają święci i papieże pierwszych wieków. Jest ich na terenie Rzymu bardzo wiele, te Świętego Kaliksta nazwane są od imienia ich pierwszego zarządcy i rozciągają się głęboko pod ziemią na kilku kondygnacjach. Zwiedzanie katakumb odbywa się z przewodnikiem. Co około 30 minut, kiedy zbierze się grupa, przewodnicy ruszają pod ziemię, aby opowiedzieć o sekretach tego miejsca. Musicie wiedzieć, że podczas zwiedzania fotografowanie jest kategorycznie zabronione. Nie spodziewajcie się zobaczenia szkieletów zmarłych, ponieważ z racji na szkodliwych turystów potrafiących wykradać nawet kości znalezione w grobach katakumb (zabierając je jako relikwie), wszystkich zmarłych przeniesiono na niższe kondygnacje, by pozwolić im spoczywać w pokoju. Przewodnicy jednak opowiadają bardzo ciekawie, pokazując nam zachwycające malowidła i tłumacząc symbole, umieszczane na ścianach katakumb przez starożytnych chrześcijan. Zwiedzanie trwa około pół godziny. Trzeba się bardzo pilnować przewodnika, ponieważ prowadzi on grupę zawiłą trasą i jedynie on zna droge do wyjścia!

Aby dać Wam małe wyobrażenie miejsca podkradłam jedno zdjęcie ze strony getyourguide.pl :

 

 

Na terenie karakumb znajdziecie sklep z pamiątkami. Z racji tego, że w środku nie można fotografować, na pamiątkę możecie zakupić małe i większe pocztówki pokazujące to, co zobaczyliście pod ziemią. Po wyjściu z podziemi możecie odbyć mały spacer w dół starożytną drogą Via Appia. Minniecie kilka drzew cytrusowych, a w oddali, na zachodzie można dopatrzeć się ośnieżonych szczytów gór. Kiedy dotrzecie do bram muru zaraz napotkacie na przystanek autobusowy, a nawet informację turystyczną, gdzie można kupić bilet na autobus.

Wieczór będzie jeszcze młody, kiedy wrócicie w okolice Koloseum. Proponuję go więc wykorzystać na odwiedzenie jeszcze jednej bazyliki. Czymże jest dzień w Rzymie bez odwiedzenia pięknej świątyni? Mój ulubiony rzymski kościół to Bazylika Świętego Pawła za Murami, ale tym razem skierowałam kroki ku Bazylice Świętego Jana na Lateranie. Brzmi banalnie? Uwaga pełna nazwa to: "Papieska arcybazylika Najświętrzego Zbawiciela, św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty na Lateranie. Matka i Głowa Wszystkich Kościołów Miasta i Świata." To właśnie jest najważniejszy rangą kościół w całym Rzymie, ponieważ pełni funkcję katedry biskupa Rzymu, czyli nikogo innego, jak samego papieża. Fasada dumnie prezentowała się na tle wieczornego nieba, ale wnętrze robi nie mniejsze wrażenie.

 

Po tym wszystkim, co opisałam wyżej, podczas naszej podróży znalazłyśmy jeszcze czas na odwiedzenie supermarketu, żeby zaopatrzyć się w jedzeniowe ‘pamiątki’, które przywiozłyśmy do domu. Totalnie wykończone trzydniowym zwiedzaniem przepełnionym wrażeniami wieczór spędziłyśmy w tratorri nieopodal naszego noclegu (blisko Koloseum). Swojski, lokalny klimat, ciepła pizza i karafka wina to ostatnie spełnione marzenie po tak pięknym dniu. Nie mam lepszego pomysłu na klimatyczną noc.

Przed wyjazdem następnego ranka zajrzałyśmy jeszcze do dwóch miejsc: Ust Prawdy i Galerii Spada. Wystarczyło nam czasu akurat przed wyjazdem na lotnisko, a że zaczął padać deszcz, nawet nie było nam szkoda, że nie odbędziemy kolejnego spaceru. Usta Prawdy to zapewne znane Wam z filmów miejsce, natomiast co sprawiło, że miałam chęć na Galerię Spada? Otóż oprócz pięknych dzieł malarskich, które zobaczymy w niewielkiej galerii, na dziedzińcu znajduje się bardzo ciekawa rzeźba. Włoski artysta Borromini zaprojektował tam ‘Perspektywę’. Jest to kolumnada tworząca iluzję optyczną. Ośmiometrowy korytarz sprawia wrażenie około trzy razy dłuższego, a stojąca na jego końcu rzeźba, która wydaje nam się być wzrostu przeciętnego człowieka, ma w rzeczywistości zaledwie 60 centymetrów. Szkoda, że nie można wejść do korytarza by skonfrontować swoje zmysły z rzeczywistością, nie mniej jednak jest to bardzo ciekawa perełka w mieście.

Oczywiście Rzym skrywa o wiele więcej ciekawostek. Jeśli macie czas i pieniądze jeździe tam na tydzień, a nawet dwa! Jeśli jednak chcecie zobaczyć to, co najlepsze w niedługim czasie polecam Wam skorzystanie z moich wskazówek i tras. Przeszłam je własnymi nogami i poświadczam, że to wszystko jest możliwe w trzy intensywnie wykorzystane doby.

 

Tymczasem zamykam cykl o Rzymie. Jeśli jeszcze Was tam nie było zapraszam Was do wpisów z praktycznymi radami, które pomogą Wam zaplanować budżet i uniknąć przykrych wpadek.

Ciao !

Dodaj komentarz