Oksford po drugiej stronie lustra

Oksford to miasto zarówno Narnii, Krainy Czarów, Isengardu jak i Hogwartu.

Gdzie artyści szukali natchnienia w mieście od lat zapełnionym tysiącami studentów? Czy jest jeszcze dokąd uciec przed tłumem turystów?

Patrząc na przewodnikowe porady, o tym co warto zobaczyć w Oksfordzie można się złapać za głowę. Tyle college’ów, muzeów, wież widokowych, kościołów! Jest i zamek i ogród botaniczny.

Do Oksfordu dostaniemy się bez trudu z Londynu, nieco szybciej pociągiem, a nieco taniej autobusem.

Choć to nieduże miasto i wszędzie dotrzemy na piechotę, każdy wstęp to portfel o kilka funciaków lżejszy. Jak więc zaplanować wizytę aby nie dać się zwariować, a przy okazji odpocząć? 

Dzień zwiedzania warto rozpocząć skoro świt, zanim pojawią się na ulicach dziesiątki wycieczek szkolnych. Można wtedy poszwędać się uliczkami i ze spokojem podnosić oczy podziwiając eklektyczne fasady i zakamarki budynków uniwersyteckich bez obaw, że na kogoś wpadniemy, albo stresu, że za nami już ustawia się kolejka chętnych za zdjęcia. Spacer można rozpocząć ulicą High Street do kościoła uniwersyteckiego i czytelni Radcliffe Camera, dalej Bridge of Sights, a potem Broad Street i Cornmarket Street do wieży Carfax Tower. Tym sposobem zataczamy koło po centralnej części miasta, mijając kilka z dziesiątek college’ów.

Kiedy atrakcje turystyczne zaczną otwierać się na zwiedzających, wybierzmy kilka miejsc do odwiedzenia. Na naszej liście niech znajdzie się anglikański kościół uniwersytecki i dowolny college. Z pewnością warto wspiąć się na choć jeden z punktów widokowych aby rozejrzeć się nad Oxfordem. Fani Harry’ego Pottera w całym mieście poczują magiczną atmosferę ale szczególnie jest ona namacalna w Christ Church College, gdzie między innymi możemy przekroczyć drzwi Wielkiej Sali.

Amatorzy dzieł panów Tolkiena lub Lewisa powinni skierować kroki do pubu The Eagle and Child, w którym pisarze spotykali się towarzysko i prezentowali wprawki do przyszłych dzieł znanych jak ziemia długa i szeroka. Jest to miejsce oddalone nieco od największego zgiełku i wbrew pozorom nie sprawia wcale atmosfery atrakcji turystycznej.

Będąc w Oxfordzie miałam ten komfort, że sztandarowe zabytki zwiedziłam dobre dziesięć lat temu z wycieczką szkolną. Tym razem odwiedzając miejscową koleżankę poznałam miasto z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca, który unika centrum jak ognia, a zamiast tego bierze rower i spędza czas nad wodami Tamizy w jednym z lokalnych pubów.

 

Dzisiejszego “Harry’ego” w mieście spotkamy niosącego nie tyle miotłę, co wiosło, bowiem to rzeka jest ulubionym miejscem do spędzania wolnego czasu. Lokalsi wiosłują przez Tamizę na siedząco i na stojąco, z dziećmi i z psami. Towarzyszy im zielony krajobraz z końmi i krowami pasącymi się po rozległych łąkach. Zza pól wygląda panorama miasta licznych wież, ale wokół słychać tylko pluskanie wody.

Wracając myślami do spacerów nad rzeką wyobrażam sobie Karola Lewisa, który siedząc pod jednym z drzew może faktycznie wypatrzył pędzącego białego królika, a jeśli nie, to z całą pewnością wiewiórkę! 

Na jego miejscu siadają i dzisiaj młodzi ludzie i tylko czekać na kolejne piękne dzieła twórców z Oxfordu!

 

Jakie są Wasze wrażenia jednego z największych ośrodków uniwersyteckich w Anglii ? Który z college/ które muzeum odwiedziliście?

 

Zachęcam Was do komentowania, a jeśli spodobał się Wam wpis, podajcie dalej!

Już niedługo co nieco z Walii.

2 myśli na temat “Oksford po drugiej stronie lustra

Dodaj komentarz