Wielki kwas!

 

Kiedy życie daje Ci cytryny… blah blah… każdy wie co dalej. Co jednak robić jeśli jej zabraknie? Czy jedna cytryna może wystarczyć na 10 dzbanków pysznej lemioniadki? Żeby się o tym przekonać trzeba wylądować w pewnym Włoskim miasteczku.

 

Jak zwykle okazało się, że najciekawszych podróżniczych odkryć dokonuje się przypadkiem.

 

Pomiędzy obleganymi przez turystów Neapolem i wybrzeżem Amalfi, na trasie kolejki Circumvesuviana leży śliczne miasteczko. Wybrałam się tam, nie kłamię (!) tylko dlatego, że Neapol okazał się bardzo ekhem… męczącym miastem i po przepychankach na zakurzonych uliczkach zamarzył mi się odpoczynek nad wodą, z pięknym krajobrazem i rześką bryzą. Nie spodziewałam się żadnych rewelacji oprócz podziwiania skalistego wybrzeża południowo-zachodnich Włoch i od tego właśnie zaczęłam mój spacer po Sorrento.

Budynki na skraju klifów w rzeczy samej robią wrażenie, a człowiek zaczyna uważniej kontrolować kroki, żeby nie znaleźć się znienacka piętro niżej. Restauracje ściągają turystów na posiłek złożony z frutti di mare z widokiem na spokojne wody Zatoki Neapolitańskiej. Chociaż na ulicach nie brakowało turystów buszujących po małych sklepikach w poszukiwaniu świątecznych upominków (albowiem byłam tam w grudniu), miasteczko było ciche i po prostu urocze. Po lekkim szoku kulturowym w Neapolu dobrze było znaleźć się w typowej włoskiej pigułce szczęścia, która zawiera urocze uliczki, stare kościoły i dobre jedzenie (W tym wypadku rybkę). Byłam przeszczęśliwa!

Przechadzając się pośród jarmarków nagle zauważyłam jakiś nietypowy owoc. Dwa razy większy od grejpfruta, ale żółciutki jak… nie, to niemożliwe. Zawiesiłam się na dłuższą chwilę myśląc, że moje bujanie w obłokach podążyło za daleko i właśnie wyobraziłam sobie cytrynę mutanta, ale kiedy na chwilę oderwałam wzrok od tego tworu olśniło mnie, że sklepiki na około pełne są wyrobów tak samo żółtych jak ten dziwny owoc. Na dodatek na tychże produktach widnieją jak na dłoni napisy jednoznacznie wskazujące na produkcję z cytryny. Czy to jednak możliwe, że cytryna może być tak wielka, żeby nie zmieścić się w dłoni?

Uwaga! Tak !!!

Byłam w takim szoku, że nawet zdjęć nie zrobiłam tak wiele. Wystarczy jednak porównać widoczne na fotografii poniżej żółte giganty z leżącymi obok winogronami i mandarynkami.

Okazuje się, że na żyznej glebie wokół Wezuwiusza drzewa cytrynowe (gdyby ktoś nie wiedział - cytryna rośnie na drzewach) mają niezwykły urodzaj. Produkuje się z nich cytrynówkę Limoncello, cukierki musujące, mydła, żele i szampony, a nawet świece. Istna to żyła kwaśnego złota!

Odpowiedź na pytanie co robić gdy zachce nam się lemoniady jest prosta jak klify Sorrento! Jechać na południe Włoch! Tylko jeśli chcecie zabrać choć jedną do domu, zostawcie na ten cel swój podręczny bagaż.

 

Polecam wpisanie w mądralę google ‘Sorrento lemon’ i zachwycenie się zdjęciami innych podróżników których tam przywiało.

 

A Ty? Dokąd tym razem?

Dodaj komentarz