ALA, ALI, SABA I YOGA MONK

 

O NOCY PEŁNEJ WRAŻEŃ NA WŁOSKIM LOTNISKU.

 

Podczas planowania włoskich wojaży dwa lata temu zabrakło mi budżetu na jeden nocleg.

Obawy o to jak przetrwam noc w Bergamo spychałam na bok przez cały wyjazd, aż w końcu po cudownym dniu w tym urokliwym miejscu znalazłam się późnym wieczorem sama pod dworcem kolejowym.

 

Kiedy wracałam z miasta w kierunku dworca mocno już zmęczona, zaczęłam czuć się nieswojo. Co jakiś czas słyszałam nawoływania w moją stronę dobiegające z rogów ulic. Delikatnie mówiąc, nie miałam dobrych przeczuć na ich temat, więc przyspieszyłam kroku by dotrzeć do popularnego fast foodu, co do którego przypuszczałam, że będzie otwarty całą noc. Niestety towarzystwo w środku również nie zachęcało do zostania tam na kilka godzin. Bardzo szybko wyszłam i znalazłam się znów przy przystankach. Zdecydowałam więc poczekać na najbliższy autobus na lotnisko. Nie powinno mnie było zaskoczyć, że po 23ciej komunikacja miejska nie kursuje często, przyszło mi więc czekać jeszcze 40 minut.

 

Zamiast stać samotnie na przystanku zdecydowałam się zrobić mały spacerek. Kiedy podeszłam pod najbliższy budynek nagle ni stąd ni zowąd pojawił się przede mną około pięćdziesięcioletni, czarnoskóry mężczyzna. Patrzył prosto na mnie ogromnymi spokojnymi oczami i zapytał: “Do you speak English?”.

 

Szczerze mówiąc trochę się przestraszyłam. Nie bardzo było już dokąd wiać, więc postanowiłam grzecznie odpowiedzieć, że mówię po angielsku, ale nie jestem miejscowa, więc nie wiem jak pomóc. Ku mojemu przerażeniu Pan odpowiedział, że szuka drogi na lotnisko. To już całkowicie nie miałam jak wiać. Nie bardzo widziałam inne wyjście, więc zmieniłam nastawienie. Odpowiedziałam, że ja również wybieram się na lotnisko i wiem skąd i o której odjeżdża autobus. Powiedziałam, żeby poszedł ze mną, na co mój nowy znajomy odparł, że świetnie, tylko najpierw zawoła kolegę. Znowu zmiękły mi nogi, ale nie chciałam dać po sobie nic poznać, więc odparłam że nie ma problemu i zaczekam. Kilka minut później z budynku dworca wyszli obydwaj. Zdziwiłam się nieco na widok młodego chłopaka o opalonym kolorze skóry i z lekko skośnymi oczami.

 

Chwilę później staliśmy już we trójkę oczekując na autobus. Nie trzeba było wiele czasu aby nawiązała się rozmowa. Kiedy moi nowi znajomi zaczęli o sobie opowiadać wprost nie mogłam uwierzyć w jakim jestem niezwykłym towarzystwie. Pozwólcie, że przybliżę Wam kolegów.

 

Dada – mężczyzna, który urodził się w Kenii, ale w młodym wieku wyjechał do Indii, gdzie zafascynował się jogą. Żył w Indiach przez wiele lat praktykując jogę właśnie, aby ostatecznie przeprowadzić się do Brazylii, w której dołączył do ogromnej wspólnoty mnichów. Przedstawiał się więc jako ‘yoga monk’. Aktualnie jeździ już w różne zakątki świata i naucza swojego sposobu życia.

 

Ali – Dwudziestolatek z Kazachstanu. Bardzo zaangażowany wyznawca islamu. Uśmiechnięty chłopak, który rok wcześniej opuścił swój kraj i wyprowadził się na studia inżynierskie do Kopenhagi.

 

Skąd znało się tych dwóch? Zagadali do siebie jadąc wcześniej pociągiem i okazało się, że nazajutrz lecą tym samym samolotem do Danii.

 

Nasza dyskusja szybko nabierała tempa. Byliśmy od siebie tak różni, że każdy był ciekawy pozostałych dwojga. Ani się obejrzeliśmy jak byliśmy na lotniskowym terminalu. Wtedy też zorientowałam się, że rozładował się mój telefon. Powiedziałam więc ‘chłopakom’, żeby zostali w umówionym miejscu, a sama poszłam szukać wolnego kontaktu. Łatwo nie było! Na końcu terminala znajdowała się jeszcze otwarta kawiarnia, zamówiłam więc coś do picia i podłączyłam telefon. Chwilę później usiadła koło mnie kobieta z wielkim afro i zapytała czy może się podłączyć obok i zaraz zaczęła się rozmowa między nami.

 

Saba urodziła się we Włoszech, ale ma afrykańskie korzenie. Aktualnie mieszka i pracuje w Portugalii, ale wpadła do Włoch przelotem wracając ze ślubu siostry, który odbył się w Szwecji. Absolutnie pozytywna i pełna wdzięku osoba władająca niezliczoną ilością języków. Co do przekonań – ateistka.

 

Nie musiałam długo namawiać Saby, żeby dołączyła do nas aby przeczekać noc. Ona akurat nie czekała na samolot, ale na poranny pociąg w inne miejsce. I tak usiedliśmy w czworokącie z całą naszą różnorodnością. Nasze rozmowy momentalnie przerodziły się w te z rodzaju nocnych głębokich gawęd. Ileż było w nas zachwytu nad całą sytuacją, nad serią zbiegów okoliczności, które przyprowadziły nas na podłogę w kącie lotniska w Bergamo, gdzie rozmawialiśmy najszczerzej o najważniejszych dla nas sprawach. Dada siedział po turecku i opowiadał nam jakie widzi w nas rodzaje ducha i udzielał życiowych rad, co robić aby żyć w głębszej świadomości swojego bytu. Ali opowiadał o tym, jak trudno było mu opuścić dom i wyjechać samemu do nieznanej Europy. Okazało się też, że Saba i Ali znają język irański i tu znowu wywiązała się dyskusja na temat języków. Saba dzieliła się tym jak szuka swojej tożsamości będąc afro-włoszką. Ja również opowiadałam o swoich przekonaniach i marzeniach. Wszystkie te rozmowy były tak idealnie pozbawione wzajemnego oceniania i szufladkowania. Nie mogliśmy wręcz uwierzyć, że ranek zastał nas bez minuty snu.

 

Wkrótce nie pozostało nam nic innego jak powiedzieć sobie: do widzenia… może kiedyś znowu w nocnych godzinach na innym lotnisku? Jakże trudno było wyrwać się z toku tych przedziwnych dyskusji. Pożegnaliśmy się tak niespodziewanie jak niespodziewanie się poznaliśmy. Myślę jednak że w każdym z nas zostało wspomnienie tego niezwykłego doświadczenia.

 

Zrobiliśmy naszczęście zdjęcie! Zobaczcie tylko!

 

Zdarzyło Wam się spędzić noc na lotnisku? A może ktoś ma podobne jak ja doświadczenie?

Pamiętajcie żeby być otwartym na drugiego człowieka, dokądkolwiek się udacie!

Więc jak? Dokąd tym razem?

 

8 myśli na temat “ALA, ALI, SABA I YOGA MONK

  1. Bardzo ciekawy wpis. Super czyta się o tym jak w tych czasach jeszcze nie wszyscy mają do wszystkich uprzedzenia i są w stanie być uprzejmym i przyjaznym dla obcego człowieka! 🙂

    1. Dziękuję Marie za ten komentarz! No i właśnie – dawajmy sobie szansę na przezywciężanie uprzedzeń. Dzięki temu rodzą się piękne historie 🙂

  2. Kiedys utknelam w rzymie, 24 stacja termini (kto tam w nocy byl rozumie powage sytuacji;) ) w panice szukalam drogi ewakuacyjnej,gdziekolwiek, ale … zabladzilam i nie umialam sie odnalezc i znalazl sie moj wybawca <3 uchodzca z afganistanu, piekny chlopak o wielkich oczach. Zawiozl w turystyczne miejsce a nastepnie siedzielismy razem …3 dni rozmawiajac o swoich planach marzeniach,roznicach kulturowych… do dzis w kontakcie. Cudowny chlopak, jeszcze kiedys sie spotkamy, obiecuje:)

    1. Jak to dobrze, że Twoja historia też miała tak pozytywne zakończenie. Zdecywanie nie chciałabym utknąć w nocy na Termini!
      Jest coś szczególnego w tej historii wybawiciela, z którym spędziłaś na dodatek aż 3 dni ! Niesamowite 🙂 Mam nadzieję, że będziesz mogła znów go spotkać.

Dodaj komentarz