Gdzie i dlaczego zjeść w Paryżu falafela?

Przed wyjazdem do Paryża marzyłam, żeby poznać to miasto zza najpopularniejszych turystycznych atrakcji jak wieża Eiffla czy Katedra Notre Dame. Oczywiście są to miejsca nie do pominięcia, ale mi marzyło się poznać jakieś smaczki, ukryte uliczki, miejsca, które nie trafiają na okładki przewodników. Muszę przyznać z dumą, że kilka takich miejsc w rzeczy samej znalazłam.

Każdego dnia wybierałam na cel inny fragment miasta i wreszcie padło na Le Marais – piękną dzielnicę dawnych klasztorów oraz rezydencji szlacheckich i królewskich, która podupadła wraz z budową pałacu w Wersalu. Przez lata kojarzono ją potem z drobnomieszczaństwem. Może to dlatego ten teren nie został objęty przez dwudziestowieczne wielkie przebudowywanie miasta i zachował swój małomiasteczkowy klimat. Dzisiaj charakter tego miejsca zmienia się nadal. Sprowadziło się tu wielu projektantów, powstają więc liczne butiki. W moim odczuciu jednak pozostała tu atmosfera odległa od tej w zabieganym centrum miasta.

W gąszczu uliczek Le Marais znajduje się tętniąca życiem dawna żydowska ulica de Rosiers. Jest to to mała pozostałość po większej kiedyś, żydowskiej dzielnicy. Zaglądając na nią przenosimy się w kilka chwil do jakiejś zupełnie innej rzeczywistości. Na ulicach brodaci panowie w kapeluszach, na każdym kroku restauracje z koszernym jedzeniem, księgarnie służące wiernym żydom i w środku tego wszystkiego głodni turyści rozchwytywani przez pracowników czterech falafelowych restauracji walczących o klientów. Najbardziej rozsławiona z nich jest L’as du fallafel. Nie mogłam odmówić sobie zbadania za czymże to ustawiają się te szalenie długie kolejki i sama chwilę później trzymałam w ręce pitę ze smażonymi kotlecikami z cieciorki.

Cały ten falafelowy fenomen zaczął się zaledwie cztery dekady temu, kiedy to Isaac Peretz, który sprowadził się do Paryża za swoją francuską żoną Daisy, otworzył wraz z nią mały sklepik z produktami z Izraela. Niespodziewanie mały rodzinny biznes zamienił się w ogromny sukces. Isaac postanowił więc zaproponować klientom specjalność swojego kraju – falafel. Smakoszy stale przybywało, a wraz z nimi przybywało stolików i powstała restauracja. Prawdziwe szaleństwo natomiast rozpętało się, kiedy drugi żyd postanowił otworzyć falafelową restaurację zaraz na przeciwko, tworząc konkurencję.

Dzisiaj stolików nie starcza w żadnym z czterech wiodących lokali, szybciej jest złapać falafela w dłoń i dalej spacerować, albo przyglądać się ortodoksyjnym żydom nakładającym na młodych ludzi tefillin, czego akurat nie miałam okazji zobaczyć, ale ponoć jest częstą praktyką w tej okolicy. To rodzaj egzorcyzmu lub błogosławieństwa, za który żyd dostaje drobną opłatę.

Wracając jeszcze do naszego falafela. Czy jest faktycznie tak wyjątkowy? Muszę przyznać, że był bardzo smaczny! W ciepłej picie znajdujemy sałatę, trzy lub cztery kotleciki z ciecierzycy i grillowanego bakłażana. Wszystko to jest zmieszane z hummusem i sosem tahini. Wedle upodobania możemy poprosić o więcej warzyw, czyli ogórka, czerwoną lub białą kapustę i pomidora. Chociaż to takie proste danie właściciele wiodącego L’as du Fallafel twierdzą, że w ciągu jednego ruchliwego dnia są w stanie sprzedać nawet 10 tysięcy sztuk!

Tym razem byłam zbyt głodna, żeby długo zastanawiać się nad wyborem miejsca. Zamówiłam swojego falafela w Mi-Va-Mi prowadzonego przez panią Martine. Może przy kolejnej okazji ustawię się w kolejce do L’as du Fallafel, choć jestem niemal pewna, że nie dostrzegę pomiędzy nimi żadnej różnicy.

Jako ciekawostkę dotyczącą tej dzielnicy dodam, że w latach 70-tych, czy 80-tych znajdowały się tu również sklepy z polskimi produktami, które wtedy nie były dostępne w innych miejscach w Paryżu. Słyszano więc tu często i język polski. Ponoć dostępny tu był dobrej jakości garmaż, po którzy nasi rodacy chętnie przychodzili przed świętami.

Czy może zdarzyło Wam się zjeść falafela na Rue de Rosiers? Jak wrażenia? A może tak jak dla mnie jest dla Was zaskoczeniem ten paryski fenomen? Dajcie znać!

Podaj dalej:

Facebook
Google+
Twitter

1 thought on “Gdzie i dlaczego zjeść w Paryżu falafela?”

  1. Dla mnie absolutne zaskoczenie-bo jednak coś tylko w nazwie brzmiące lekko z francuska.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *