Podróż raz odbyta trwa przez całe życie

Czasami coś się w naszym życiu wydarza, coś się zmienia i nagle trzeba na chwilę zwolnić, żeby odnaleźć się w nowej sytuacji. To miało ostatnio miejsce u mnie. Potrzebowałam czasu, żeby z daleka od komputera trochę się napatrzeć na niby taką samą, ale jednak całkiem nową rzeczywistość wokół mnie i spokojnie ją oswoić. Choć wiele spraw pozostaje niezamkniętych, zaczynam powoli ruszać z nową siłą do przodu, planować i otwierać oczy na ten wielki świat poza moim małym światem. Podróże zostają stałym elementem mojego życia tak jak i chęć dzielenia się nimi.

Przeczekaliście moje milczenie więc należy Wam się choć krótkie wyjaśnienie skąd się ono wzięło. Przez ostatnie siedem lat mieszkałam razem z babcią, która to pod koniec lata zaczęła mocno słabnąć. Już wcześniej wymagała opieki, ale nagle ta opieka była potrzebna już właściwie non stop. Zabrakło mi czasu na własne sprawy, w tym na bloga. Krótko mówiąc, było ciężko. Pewnie już domyślacie się co nastąpiło potem. Od dwóch miesięcy mieszkam sama. To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Poświęciłam sporo czasu na porządkowanie i choć nie czas jeszcze na wielkie zmiany, chciałam chociaż trochę oswoić sobie nową sytuację.

Przez moment nie myślałam o wyjazdach, o pisaniu, social mediach (z tym ostatnim jest mi akurat nadal bardzo dobrze). W międzyczasie jednak doświadczyłam tego, jak dużo dały mi dotychczasowe podróże i jak bardzo są we mnie żywe. Bardzo często podczas wykonywania zwyczajnych codziennych chwil odlatuję myślami do miejsc, które poznałam. Zwiedzając, staram się totalnie wchłonąć dane miejsce i zdaje mi się, że mam do tego zdolność – z łatwością mogę je potem odtworzyć w pamięci. Teraz, kiedy smutno mi, że nie wyjechałam na zachód żeby poszwędać się po magicznych, bożonarodzeniowych jarmarkach, zamykam oczy i przenoszę się do gwarnych, rozświetlonych ulic Monachium, gdzie zawitałam rok temu. Kiedy mi zimno, patrzę na ekstremalnie niską temperaturę w Kemerowie na Syberii, gdzie byłam wiosną i znajduję zdjęcia znajomych ludzi w lawinach śniegu, a potem odlatuję myślą do ekstremalnie upalnego Paryża, którego doświadczyłam w sierpniu. Przez chwilę strasznie tęsknię za tymi miejscami i poznanymi ludźmi, ale potem przychodzi jakby lawina wdzięczności za to, że mam za sobą tak wiele magicznych doświadczeń. Jeśli mnie zapytacie, po co te wszystkie podróże, to właśnie przede wszystkim po to.

Wiele rzeczy, których w życiu doświadczam, przypomina mi to o tym, co poznałam gdzieś daleko. Przekonuję się na własnej skórze, że raz odbyta podróż nigdy się nie kończy, ale trwa przez całe życie. Nigdy nie wiem, kiedy z dołka podniesie mnie wspomnienie o roześmianych dzieciakach z Filipin, kiedy docenię ciepło mieszkanka pamiętając poranną przebieżkę z jurty do wychodka w mrozie gdzieś na końcu świata. Takie myśli przychodzą znienacka i wnoszą radość w codzienność. Kiedy coś mi nie wychodzi, staram się przypomnieć sobie samotny spacer z wielkim plecakiem przez dżunglę albo step i wiem już, że jestem silna i daję radę, kiedy trzeba. Jeśli zawodzą mnie osoby z najbliższego otoczenia, przypominam sobie przyjazne twarze spotkane w drodze i wiem znowu, że ludzie są dobrzy.

Zachęcam Was do znalezienia w sobie takich odnośników, które oderwą Was od negatywnych myśli, niepotrzebnych dołków i podniosą na duchu. Każdy z nas odbywa w życiu podróże, które nie muszą się kończyć. Dobrze wiecie, że to nie muszą być podróże na koniec świata. Nie bójcie się też przerw od biegu za życiem, za pokusą imponowania innym. Mi do docenienia wielu wspomnień potrzebne były jak się okazuje wakacje… od wakacji. Haha, może być i tak!

Wielkimi krokami nadchodzą święta. Z tej okazji chcę Wam życzyć wielu niezwykłych podróży trwających całe życie. Może właśnie tegoroczne Boże Narodzenie będzie jedną z nich? Otwierajmy serca i twórzmy dobre wspomnienia!

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia !

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *